strona główna
Dubler -  Krzysztof Rogacewicz
Taper - Paweł Sikora

Scenografia:

Bogumiła Twardowska - Rogacewicz

Światło i dźwięk - Marek Oleksy

Latem 2017 roku muzyczny spektakl "W starym kinie" był z powodzeniem prezentowany i oklaskiwany w Minneapolis w USA.

Wszystko to, co wiąże się z muzyką, kabaretem i filmem, co ma związek z dobrym smakiem, wyczuciem – to wszystko znajduje się w programie piano bar:
„W starym kinie… czyli zwierzenia Dublera!”


Znane i lubiane postaci ze światowego kina: Marlena Dietrich, Pola Negri, Marylin Monroe, Humphrey Bogart, Charlie Chaplin i inni.
Jeden Dubler i kilkanaście największych filmowych postaci.
Poważne postaci w niepoważnych sytuacjach.
Wszystko z przymrużeniem oka.
Dubler - Krzysztof Rogacewicz  wykonuje piosenki w sześciu językach.

Piano bar „W starym kinie?...” był prezentowany w kraju i za granicą przy okazji różnorodnych imprez muzyczno - filmowo – teatralnych.

Muzycznie "ożywia " wszystko TAPER!

 

STARE KINO W TEATRZE MASKA  
 Śpiewanie na deskach teatralnych starych szlagierów filmowych nie jest 
pomysłem ani nowym, ani odkrywczym. Jednak tym razem mamy do 
czynienia z niezwykle zabawnym pomysłem inscenizacyjnym, dzięki któremu 
ten stary chwyt nabiera nowego i jakże dowcipnego wymiaru. Bohaterem 
spektaklu jest Dubler  przezabawny Krzysztof Rogacewicz, który nie ma 
żadnych kompleksów i podejmuje się niezwykle karkołomnych zadań. Dzięki 
niemu na scenie możemy zobaczyć nie tylko najsłynniejszego amanta kina 
niemego Rudolpha Valentino, tancerza wszechczasów Freda Astaira czy 
nostalg
icznego Hamphreya Bogarta. Spektakl rozpoczyna gwiazda 
największej wielkości  Marlena Dietrich a kończy uosobienie seksu  Marylin 
Monroe. 
 W klimat przedstawienia wprowadza widzów scenografia  niezwykle prosta 
w formie i wymowna. Czarno-białe postacie-planszety autorstwa Bogumiły 
Twardowskiej-Rogacewicz wygladają jak figury wycięte z taśmy filmowej. 
Uzupełniają je staroświecka latarnia uliczna i celuloidowy zwój, z którego 
wynurza się, jak w prawdziwym starym kinie, Taper. 
 Zabawne scenki śmieszą dowcipem opartym na pure-nonsensowych 
pomysłach. Błękitny Anioł wykluwa się z męskiego smokingu i prezentuje 
nam to, co najpiękniejsze: nogi okryte kabaretkami. Groteskowym 
komentarzem tego iście kobiecego atrybutu jest pokryta kilkudniowym 
zarostem twarz aktora. 
Gdy na scenie pojawia się ogromna planszeta przedstawiająca 
Frankensteina,
 spodziewamy się krwawego dzieła, a otrzymujemy męski 
krzyk rozpaczy porzuconego kochanka w piosence Baby. Uroczy Fred Astair 
pilotuje samolot
 w sposób niezwykle fachowy i równocześnie nieco 
perwersyjny. Heaven I`m in heaven śpiewa aksamitnym barytonem dublera, 
dlatego łatwo mu uwierzyć, że czuje się jak w niebie. W finale na scenę 
wkracza słynna seksbomba Marylin Monroe w niemniej słynnej białej 
sukience i przekonuje, że brylanty są najlepszymi przyjaciółmi dziewczyny. 
Równocześnie usiłuje za wszelką cenę włożyć o kilka numerów za małe 
sandałki. W swym działaniu przypomina groteskowego Kopciuszka, który 
chyba wcale nie pójdzie na bal, bo wróżka wyczarowała jej za ciasne 
pantofelki. Ale to już całkiem inna bajka... 
 Nie sposób opisywać wszystkich bohaterów wieczoru, warto jednak 
podkreślić, że każdy z nich jest wyjątkowy i niepowtarzalny i każdego 
wykreował ten sam Krzysztof 
Rogacewicz, który nie tylko jest dobrym 
aktorem, ale również świetnie śpiewa. 
 Niewątpliwym walorem spektaklu jest także oprawa muzyczna autorstwa 
Tapera Pawła Sikory, który opracował aranżacje i akompaniuje 
głównym 
bohaterom. 
 Czworo ludzi, którzy okazali się prawdziwymi profesjonalistami, 
wyczarowało na maleńkiej scenie Sali teatralnej ODK pełne humoru 
przedstawienie. I nawet, jeśli nie każdy widz odczyta wszystkie zawarte w 
nim podteksty i aluzje, to na pewno wszyscy będą się świetnie bawić.  
 
Gazeta Wrocławska 
Dorota Szemro - Aleksandrowicz 
Heaven! logo_MASKA